To już przekracza pszczele pojęcie, żeby do początku maja były przymrozki.  

Co rano wyściubiałam łebek przez wylotek i obserwowałam, co dzieje się poza domem. 

A działo się źle.  

Kto to widział, żeby przymrozki trwały aż tak długo. I to takie, że sama myśl o podmuchach wstrętnego, zimnego wiatru, przyprawiała mnie o drżenie czułków.  

Nie powinno tak być i w sumie wcale się nie zapowiadało na „taką sytuację”.  

Posłuchajcie, jak zaczął się ten rok w pasiece. 

Pszczelarka odwiedziła nas pierwszy raz w tym roku 20 lutego. To był piękny dzień. 

Było 8 stopni ciepła… co prawda w słońcu, ale zawsze. Uwierzycie?! W lutym! No, ale tak było. Przyszła, wyczyściła nam dennice ula (to na dole naszego domu, gdzie spadają wszystkie nieczystości) i przyniosła pyszne jedzenie.  

20 lutego, my – pszczoły, też po raz pierwszy wyszłyśmy z domu – wiecie, zimą nie latamy tylko się do siebie przytulamy w ciepłym domku i próbujemy przetrwać. Innym razem opowiem Wam, jak ważny jest pierwszy pełen oblot wiosenny.  

W każdym razie, wtedy z siostrami byłyśmy pełne nadziei, że już niedługo rozkwitną kwiaty i będziemy mogły najeść się do syta. Jak się okazało, nic bardziej mylnego.  

Pszczelarka karmiła nas specjalnym ciastem z witaminami, ale to nie to samo co świeża porcja nektaru i pyłku. Co gorsza, inne pszczele rodziny, które też mieszkają na naszym osiedlu, były dokładnie w takiej samej sytuacji. Nie mogły wylatywać z ula po pokarm, a jeść się chce. Co więcej, musicie wiedzieć jeszcze jedną rzecz o nas pszczołach… kiedy nam się nudzi, to nie wchodźcie nam w drogę – potrafimy być naprawdę wredne.  

Kolejne dni tego czegoś, co powinno być wiosną, były jeszcze gorsze. 

Mamy taką rodzinę, która mieszka w ulu obok nas. Nazywają się Melisski. Im to się wyjątkowo nudziło, a co gorsza ta rodzina była od nas silniejsza. Melisski zaczęły wkradać się do naszego ula. Chciały zabrać nam pokarm. Niestety kilka moich sióstr poległo w walce. Zaczęło się robić naprawdę niebezpiecznie.  

Na szczęście pszczelarka ma na nas oko. Nie udało się powstrzymać rozbójniczek z sąsiedztwa, więc zabrała cały nasz ul w bezpieczne miejsce. Jesteśmy teraz w ogrodzie u jej przyjaciółki. Mamy spokój, próbujemy dojść do dobrej formy. W ogrodzie u jej przyjaciółki jest pięknie. Kwitną kwiaty, mamy co jeść, jesteśmy bezpieczne. Już za tydzień wracamy do naszej pasieki…będzie dobrze. 

Trzymajcie za nas kciuki – Wasza Mariola. 

 

 

Autorka tekstu: Bożena Wola, prezes Fundacji Pszczoła.